• Janina Markiewicz

  • Jan Nafalski

  • Kazimierz Nikodemowicz

  • Maria Paczocha

  • Maksymilian Papiorek

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 63 gości oraz 0 użytkowników.

Facebook
 Krzysztof Woźniak zdążył umieścić na stronie tylko jedną pieśń poematu. Na szczęście dosłownie na 1 dzień przed tym tragicznym dniem przesłał kopię do kilku osób. Tym sposobem jest jego cały poemat i możemy go Wam udostępnić. Dzisiaj druga pieśń, kolejne w następnych cyklach.
Jan Jendrzej udostępnił nam list jaki do niego napisał dosłownie w ostatniej chwili. Oto ciekawy fragment tego listu:

Tysiączne dzięki Ci składam za wspieranie mnie podczas pracy z poematem, tak samo jak tysiączne rymy on zawiera :)
Z dumą oraz co najmniej równą ulgą bowiem melduję Ci, że został on wreszcie ukończony i Tobie - jako pierwszemu - go przesyłam.
Słów parę wprowadzenia, które przybliży Ci jego lekturę ...

Ponieważ u starożytnych liczba siedem była magiczna, składa się więc on z siedmiu pieśni, z których każda zawiera 21 (też wielokrotność siedmiu) ośmiowersowych strof w układzie rymów abababcc - tak jak w pierwowzorze, czyli "Monachomachii" Krasickiego.
Stanowi wierszowany opis lat 1953-1988, ze szczególnym uwzględnieniem kadencji dyrektorskich Bronisława Wieruszewskiego i Ireneusza Warzechy, które - według zgodnej opinii nauczycieli i uczniów - uznawane są jako "złoty wiek Energetyka-Elektronika". Zawiera krótką - mam nadzieję trafną i obiektywną - charakterystykę co bardziej znaczących pedagogów tamtego okresu, z podaniem ich przydomków (jeśli takie istniały). Na podstawie znanych mi najróżniejszych anegdot (przesłanych przez absolwentów Naszej Szkoły - w szczególności przez Ciebie) opisałem je także - w wyżej podany sposób, starając się przez to uatrakcyjnić przekaz. W poemacie nie pada żadne nazwisko (są podane jedynie w komentarzach, w celu przybliżenia osób być może czytającemu nieznanych). Przepraszam za (też być może) zbyt dużą ilość przypisów dolnych, ale w dzisiejszych czasach co młodsi czytelnicy niekoniecznie orientują się w temacie :))
Zalecenia :))
- przy lekturze poematu trzeba uruchomić wyobraźnię i wspomnienia, należy się dużo uśmiechać, czasami też wzruszyć,
- pod żadnym pozorem nie należy ziewać, ani tym bardziej zasypiać,
- do wieczornego pacierza dołączyć zdrowaśkę, w intencji wydania go drukiem.

Pieśń II
1.

Miło przypomnieć dawne młode lata!
Gdy młódź żakowska okazję miewała
Pałę z polskiego dostać na… warsztatach,
Bo na pytanie: „Coś robił?” padała
Odpowiedź „Rżnołech laubzegom szperplata”
Lub - na spawalni gdy akcja się działa -
Za „Szwajsowołech metolu dwa konski”.
Trzy bomby w kwadrans za niewczesny śląski.

2.

Julian to pewien tak dbał o warsztaty
I strzegł polskiego w szkole nazewnictwa;
Najpierw wszelako w kuźni był u taty
Mistrzem kowalstwa tudzież podkownictwa,
Zanim nie trafił (poniekąd na raty)
Na polibudę, a z niej do szkolnictwa;
Doktorem w końcu został na swą chlubę,
Ale wyjechał z innymi na Kubę.

3.

Matematyki uczył słynny „Dziadek”,
Szkolnego grona senior i weteran,
Gdzie z Kresów rzucił go losu przypadek;
Ciągle żywotny i wiekiem nie steran,
Wojen uczestnik i dawnych walk świadek,
Z racji ułanów rangi oficera.
Wzór dawnych zasad, poważny, surowy,
Choć sprawiedliwy, ale wybuchowy.

4.

Rzecz była w tym, by rozum ucznia giętki
Nadążał za tym, co chce myśl Dziadkowa
I żeby był jak piorun jasny prędki,
A prosty niczym kreska ułamkowa.
Żadne głupoty, żadne pogawędki,
Uczeń ma pisać, co podpowie głowa!
„A nieuk, tuman, co wstyd niesie klasie,
Niech w pegeerze lepiej gęsi pasie!”

5.

Cisza być miała, niczym w mimów świecie,
Gdy Dziadek wykład w skupieniu prowadził,
Wtem gałgan pewien, miast pisać w kajecie,
Grafit z ołówka do gniazdka był wsadził;
Chwilę po zwarciu krzesło miał na grzbiecie,
W łeb wziął solidnie i w skok drzwi przesadził.
Tróje u Dziadka były to wawrzyny,
A każda lekcja to bitwa o szyny.

6.

Chcąc mieć u Dziadka fory przy tablicy,
Janek z kumplami z klasy w koalicji
Nosił mu węgiel do domu z piwnicy.
Po pracy Dziadek w akcie amicycji
Rzekł: „Aby lepsi z was matematycy
Byli - udzielę wam korepetycji”.
Tak w ogniu pytań, choć sam w to nie wierzył,
Najgorszą lekcję z matmy Janek przeżył.

7.

Był też profesor (wziął od Lidy miano),
Co dla swych uczniów wymyślił siurpryzę:
Oto na lekcje przynosił co rano
Sporych rozmiarów specjalną walizę,
W której z kulkami pręty powbijano,
I przeprowadzał rzutów analizę:
Świecąc latarką rzecz objaśniał przy tem,
Że każdy pojął temat expedite.

8.

Nie były lekcje z nim zbyt idylliczne!
Pomną to zwłaszcza z dawnych lat żakowie; 
Którym rysunek i pismo techniczne
Nocą się śniły i siedziały w głowie!
Lecz ekstra prace i poprawki liczne
Dały plon później - co z nich każdy powie,
Gdy żaden problem nie był zbyt zawiły -
Tak dawne trudy pięknie się płaciły.

9.

Prócz zawodowych miewał także liczne
Pasje, koniki i zamiłowania,
Wśród których słynne były turystyczne,
Stąd w czasie wolnym rad po szlakach ganiał.
Prowadził kółko też fotograficzne
I młodych ludzi ku tej pasji skłaniał;
Choć zasłużony i wysokich lotów,
Przyszedł czas kiedy rzucił nas dla NOT-u.

10.

Pora by teraz przywitać ukłonem
Atlanta pierwszych sił pedagogicznych,
Przez starszych żaków zwanego Gawronem,
Z czasów gdy uczył trakcji elektrycznych.
Lecz w aparatów skłonił był się stronę
Gdy profil zmienił się w energetyczny.
Słynął z powagi i kamiennej twarzy,
Ramzesa mianem młodszy lud go darzył.

11.

Lekcje u niego był to stały schemat,
A prowadzone nieco flegmatycznie,
Nie mówił wiele i tylko na temat,
Wykładał sennie, chociaż metodycznie.
Być więc czy nie być - oto był dylemat,
Który żakami wstrząsał ustawicznie;
Stąd też niektórzy, gdy dzwonek zadzwonił,
Czmychali z klasy jakby ich kto gonił.

12.

Był pośród grona i rekordów łowca,
Ed - chociaż młody, mianem zwan legendy,
Pilot, konstruktor, wirtuoz szybowca,
Moc dam o jego się starała względy.
Po argentyńskich fruwając manowcach
I konkurentów hamując zapędy,
Tak znakomicie i daleko latał,
Że przywiózł stamtąd tytuł mistrza świata.

13.

Wykłady Eda tym się odznaczały,
Że je prowadził w tempie i z ekspresją;
Być zapisane w kajetach musiały,
Gdy ktoś ich nie miał - pisał je z progresją
I pięćset razy – aż ręce drętwiały!
Niejeden sobie z tą nie radził presją,
Więc w akcie zemsty czterech się zmówiło
I mu Triumpha bokiem ustawiło.

14.

Edowi nawet nie drgnęła powieka;
I choć wyjechać stamtąd się nie dało,
Chociaż na pomoc do wieczora czekał,
Robił wciąż swoje, jakby się nie stało
Nic. Ani wspomniał, ani też dociekał -
I to złoczyńców najbardziej skręcało.
Ale, że kochał latać - proprio motu
Ed Energetyk porzucił dla LOT-u.

15.

Mentorem Eda był Józio vel Szczota,
Zwan tak od wąsów przystrzyżenia mody,
Uczniom na co dzień tęgo pędził kota,
Bo twardej ręki stosował metody.
Wciąż na najwyższych pracował obrotach
I z huraganem szedł niemal w zawody;
A na wykłady w szkolne korytarze
Na pełnym gazie wjeżdżał na Ogarze.

16.

Pamięć miał lepszą niż dziś komputery,
I był wybitny w konstruktorskim świecie;
Do uczniów mawiał: „Jeśli mam być szczery,
Wy tak naprawdę to nic nie umiecie;
Pan Bóg na piątkę, ja umiem na cztery,
Wy mieć najwyżej trójeczkę możecie;
Do tego macie jednak długą drogę,
Bo dziś wam zero dać najwyżej mogę!”

17.

Był też wśród grona artysta prawdziwy,
Co z samym Zinem mógłby iść w zawody,
Wirtuoz kreski i mistrz perspektywy,
Pracuś, a przy tym talent pierwszej wody;
Niby ponurak, pozornie mrukliwy,
Czucia humoru nieraz dał dowody.
Równie wspaniały, co niedoceniany,
Maksiem przez żaków czule był nazwany.

18.

Co to pilastry uczył i maswerki,
A każdy szczegół architektoniczny
Rysował nie chcąc cyrkla ni ekierki;
Gdy zaś z rysunków ostał się techniczny -
Przekrój, wyrwanie, śruby i muterki,
I widok w rzucie aksonometrycznym.
Choć by to umieć - niezłe były męki,
Szczęśliwy kto spod Maksia wyszedł ręki!

19.

Tableau klasowych wiele namalował -
Istnych dzieł sztuki – z dwa tuziny chyba!
Historię szkoły pięknie wysztychował,
Niczym prawdziwy średniowieczny skryba;
Tomów poezji kilka zilustrował,
Czuł się, gdy tworzył, niczym w wodzie ryba;
Lecz z wielu zasług - wyznam bez obsłonki -
Pierwszą jest przedni konterfekt Patronki.

20.

Gdy słuch wytężysz, to od szkolnych murów
Głosy przypłyną w kwintach i oktawach;
I poznasz popis wspaniałego chóru,
Gdzie pod batutą pana Mieczysława
Basy sopranom śpiewały do wtóru.
Brzmi aula szkolna jak kościelna nawa
Choć dźwięczą szyby, to słychać w ich głosie
Jak Kasia wołki wygania po rosie.

21.

Nadszedł czas szansy danej dla młodzieży
(Gdy się Nikita z Johnem ciut pogodził)
Jak się w angielskim wysławiać należy,
Co Energetyk przeżył dzięki Lodzi;
Szkoda, że krótko wniosła powiew świeży,
I znaną frazą mogła czas osłodzić;
Ucząc piosenek dodawała wiary,
Że niedaleko jest do Tipperary.

 

 


  Szwajsowołech metolu dwa konski (śl.) –
spawałem dwa kawałki metalu.
amicycja (z łac.) – przyjaźń, sympatia.
siurpryza (z fr.) – niespodzianka.
expedite (łac.) – doskonale, bardzo dobrze.
atlant (z gr.) - postać muskularnego
mężczyzny podtrzymującego głową,
barkami lub rękami element architektoniczny 
(np. belkowanie, strop, balkon itp.);
tu w przenośnym znaczeniu filara.
Triumph (Herald 1200) – samochód
osobowy, który Edward Makula otrzymał 
w nagrodę za zdobycie tytułu szybowcowego 
mistrza świata w Argentynie, w roku 1963.
proprio motu (łac.) – z własnej inicjatywy, 
z własnej chęci.
Ogar (właśc. Jawa Ogar 350) – daw. 
czechosłowacki typ motocykla.
  Wiktor Zin (1925-2007) – profesor, 
popularyzator wiedzy o historii sztuki polskiej, 
autor znanego programu telewizyjnego 
„Piórkiem i węglem”.

pilaster (z wł.) - element architektoniczny
w formie płaskiego filara, nieznacznie
występującego przed lico ściany. Pełni on
zarówno funkcję konstrukcyjną, jak też
dekoracyjną.
maswerk (z niem.) - dekoracyjny,
geometryczny wzór architektoniczny
odkuty z kamienia lub zrobiony z cegieł,
używany do wypełnienia górnej części
gotyckiego okna, przeźrocza, rozety itp.
niedaleko jest do Tipperary – parafraza
angielskiego powiedzenia „it’s a long way
to Tipperary” (daleka jest droga do T.),
oznaczającego długą drogę do kresu
trudów i wyrzeczeń.

Autor: Krzysztof Woźniak
Powered by Bullraider.com