• Teresa Pawela

  • Antoni Piotrowski

  • Antoni Piątek

  • Józef Przybylski

  • Tadeusz Kurkiewicz

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 125 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! UWAGA!

Udostępniamy archiwalną

stronę absolwentów. Jest

tam dużo ciekawego materiału.

Jest dostępna pod adresem:

TUTAJ 

Facebook

 

Dzisiaj piąta pieśń poematu Krzysztofa Woźniaka, kolejna szósta część już wkrótce.

Zalecenia:

- przy lekturze poematu trzeba uruchomić wyobraźnię i wspomnienia, należy się dużo uśmiechać, czasami też wzruszyć,
- pod żadnym pozorem nie należy ziewać, ani tym bardziej zasypiać,
- do wieczornego pacierza dołączyć zdrowaśkę, w intencji wydania go drukiem.

Pieśń V
1.

Nie ten najlepszy, kto ciągle się sroży,
Ni ten co luzem uznanie zdobędzie;
Mądry bakałarz rzecz zrazu wyłoży,
By słuchacz pojął, mając wciąż na względzie;
Potem dopiero gdy wiedzy przysporzy,
Fruktów swej pracy śmiele żądać będzie.
Ziarno wśród plewy zawsze się ostoi,
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi.

2.

Był więc profesor z gruntu flegmatyczny,
Bawić się w naukę zbyt mu się nie chciało;
Za to apetyt miał gargantuiczny -
I trzy śniadania było mu za mało.
Epikurejczyk, lecz apodyktyczny,
Bo strzelić z liścia też mu się zdarzało;
W osobliwości szkolnych panteonie
Nie mogło Ciebie zabraknąć, Pontonie!

3.

Gdy siadał - krzesła się gięły ze stali,
Czasem o mice bąknął czy cynobrze;
W pamięci wszakże żaków się utrwalił
Grozą klasówek, jak w czwartkowej „Kobrze”:
Bzdurnym pytaniem luf dwadzieścia walił,
Które przewrotnie zwał „nadzwyczaj dobrze”.
Pozorny luzak, wzór dezynwoltury,
Niejednej klasie zalazł za pazury.

4.

Dla innej perły pora na podzwonne,

Baczność uczniowie! W drzwiach stoi Generał -
Przysposobienie oto jest obronne:
Próżno głębszego sensu by w nim szperał,
Pożytek znaleźć też nadzieje płonne,
Lecz za to sezam wspomnień nam otwiera;
Czołem więc czołem, Panie Generale,
Wieczna ci sława!... Ale mówmy dalej.

5.

Generał zwykle bywał nieużyty,
Ekskurs o Legii tylko go odmieniał;
Jej fart go wprawiał w humor wyśmienity,
Śmiał się łaskawie i zgoła promieniał.
Dryl sobie cenił i słynne zeszyty,
Które po piśmie pobieżnie oceniał;
Pisano przeto, co zapragnie dusza,
Ponoć i strofy z „Pana Tadeusza”.

6.

Atrakcją było prawdziwe strzelanie,
Choć karabinek rozkalibrowany;
Celny traf zatem - niczym w kości granie,
Stąd i rezultat nie nazbyt udany.
Lecz na uwagę o tym rzeczy stanie
Delikwent zwykle bywał częstowany
Przysłowiem szpetnym z ościennego kraju:
 „Płochim tancorom i jajca mieszajut”.

7.

Chociaż nie jestem wcale Amicisem
I z nim nie będę stawać w jednym rzędzie,
To w jego stylu wystąpię z opisem,
Który traktować o fizyczce będzie
Niegdyś nazwanej przez żaków Koczisem,
Z tej to przyczyny, iż mieli na względzie
Włosów opaskę noszoną w realu,
Jak wódz Apaczów z dawnego serialu.

8.

Nie przypuszczała, iż w życiu tak wyjdzie,
Że weźmie w rękę dziennik oraz kredę,
W Energetyka odrzwia lekko wnijdzie
I zacznie uczyć żakowską czeredę,
A już zupełnie - że kiedyś jej przyjdzie
Przejąć po Jasiu i harcerską schedę.
Cieszmy się jednak, że tak się rzecz miała,
Bo fama głosi, że była nieśmiała.

9.

Mimo to miała wiele siły sprawczej

(Nie będąc wszakże przy szczególnej krzepie),
W pracy gogicznej oraz wychowawczej
Tudzież w działaniu w naszym szkolnym szczepie,
Gdzie, odkąd miała względy mocodawcze,
Działo się więcej, ciekawiej i lepiej.
Fizyki będąc ciągle profesorką,
Została później wicedyrektorką.

10.

W opinii jednych oschła i kostyczna,
A opiekuńcza dla innych mniemania,
W uwagach cięta, czasem sarkastyczna,
Duże stawiała żakom wymagania,
Wzór konsekwencji i matematyczna
Kosa; leserki wróg i obijania:
Magila – zwykle z licem ciut ponurem,
Lecz za swym uczniem zawsze stała murem.

11.

Podpora grona pedagogicznego,
Wiele od siebie naszej szkole dała;
Patronka kółka matematycznego,
Czym uczniów z matmą nieco oswajała,
I samorządu gospodarz szkolnego,
Co prężnie pod jej kierownictwem działał,
Lecz - choćby liczne jej zalety mnożył -
Zawsze wśród uczniów wzbudzała lęk boży.

12.

Szczególna postać z szkolnego pasjansu,
Której poświęcę passus nostalgiczny:
Drugi z Julianów – przykład to aliansu:
Doktor inżynier z maszyn elektrycznych
A jednocześnie człowiek renesansu,
Znawca muzyki, fan mistrzów klasycznych.
Nawet zawiłość tak wyłożyć umiał,
Że i mniej bystry maszyny rozumiał.

13.

I wykładowca świetny, i dydaktyk,
Prawdziwy ekspert z swojego przedmiotu,
Przedni gawędziarz i wytrawny taktyk,
Znany prześmiewca i autor bon motów;
Jak teoretyk, tak w przemyśle praktyk,
Zmuszał scholarów do wysokich lotów.
Piątka u niego – rzecz powszechnie znana -
Jak w toto-lotku była to wygrana.

14.

Była też inna szkoły naszej sława,
Z którą z kolei żarcików nie było!
Blady strach pełzał po żakowskich ławach,
Gdy chemię z nagła jej wejście wieściło;
Gdy w rejs po klasie pani Władysława
Ruszała – wszystkim serce jak młot biło.
Padały wokół bomby i bonusy -
Miała wszak swoje plusy i minusy.

15.

Lecz nawet ten, co lubił zbijać bąki,
Albo w ostatnim rzędzie skrycie ziewał,
Walczył w konkursie o życiu Patronki
I dobrze układ znał Mendelejewa.
Że wartościowość to nie są ogonki,
O molach, walach i benzenie – śpiewał.
Chociaż trójczynę miewał ledwie bidną,
Lecz z chemii wiedzę musiał mieć solidną.

16.

W ramach potrzeby Grona poszerzania
Młoda magister doń doszlusowała,
Z zadaniem matmy żaków nauczania,
Które wspaniale zresztą wykonała.
Z racji sylwetki tudzież poruszania
Kaczką uczniowska brać ją wnet nazwała.
Miała dołeczki oraz modre oczy,
Miała też posłuch - nikt jej nie podskoczył.

17.

Wiodła młódź sprawnie, rzetelnie, fachowo,
Po logarytmach oraz eksponentach;
Nie było łatwo (na co daję słowo)
Z niezbyt chętnego matmie delikwenta,
Przez dwie godziny ledwo tygodniowo,
Zrobić materiał na quasi-studenta.
Ceniła prawdę, pracę bez rozgłosu;
Wróg wszelkich żartów, a zwłaszcza hopsztosów.

18.

Jak to zazwyczaj wśród ksyw szkolnych bywa,
Nie bez kozery bywają wybrane,
Mówi dość sporo i ta także ksywa:
Żyła – z polskiego pani było dane,
Miano, którego pamięć wciąż jest żywa.
Niejeden niezbyt wiedział co jest grane,
Niejedna klasa stresy przechodziła,
Gdy wyruszała z nią na boje Żyła.

19.

Znaczenie szkoły wnet poskutkowało
Dużym zwiększeniem liczby fascynatów;
Młodzieży mrowie do szkoły się pchało
Z miasta, jak również z odległych powiatów;
Przez lata całe nawet przypadało
Na jedno miejsce ośmiu kandydatów.
Kłopot bogactwa - z tej właśnie przyczyny
Robiono trudne wstępne egzaminy.

20.

Oprócz polskiego i matematyki,
Co wymagane były w każdej szkole,
Był jeszcze trzeci egzamin - z fizyki,
Na którym także można było polec.
Z drżeniem czekano serca na wyniki,

Bo przecież nie szło wszystko jak po stole.
Pytania trudne, wymagania duże,
Przy stresie równym temu na maturze.

21.

Takiej to szkoły przestąpiłem progi
Gdym się był ujrzał uczniem w pierwszej klasie.
Przyjazne snadź nas wiodły szkolne bogi,
Bo w telewizji byliśmy i w prasie.
Snuję więc czasów minionych eklogi
O dawnej szkoły ukochanej krasie;
Pięć lat w niej byłem, pięć lat przeżywałem
Sporą część z tego, co tu opisałem.

 

 


 

gargantuiczny (od imienia bohatera powieści Fr. Rabelais „Gargantua i Pantagruel”) – wielki, nieposkromiony,
olbrzymi.

epikurejczyk (z gr.) - osoba nieskrępowanie korzystająca
z uciech życia; wygodniś, sybaryta.

ekskurs (z łac.) tu: dygresja.

Płochim tancorom i jajca mieszajut (ros.) – złym
tancerzom i jajka przeszkadzają; złej tanecznicy
przeszkadza rąbek u spódnicy.

hopsztos (z niem.) - nieobliczalny postępek służący głównie popisaniu się; wybryk.

 

 Edmondo de Amicis – włoski pisarz i dziennikarz, autor znanej powieści dla dzieci pt. „Serce”.

w realu – w rzeczywistości, w odróżnieniu od filmowej fikcji.

wódz Apaczów Cochise (od którego wzięła się ksywa Koczis) był bohaterem amerykańskiego
serialu przygodowego „Złamana strzała”, emitowanego w polskiej telewizji w początkach lat 60. XX w.

bon mot (z fr.) – zwięzłe, trafne, często dowcipne powiedzenie.

 

Autor: Krzysztof Woźniak
Powered by Bullraider.com