• Teresa Pawela

  • Antoni Piotrowski

  • Antoni Piątek

  • Józef Przybylski

  • Tadeusz Kurkiewicz

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 101 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! UWAGA!

Udostępniamy archiwalną

stronę absolwentów. Jest

tam dużo ciekawego materiału.

Jest dostępna pod adresem:

TUTAJ 

Facebook

 

Dzisiaj szósta pieśń poematu Krzysztofa Woźniaka. Kolejna VII, tym razem już ostatnia, wkrótce.

Zalecenia:

- przy lekturze poematu trzeba uruchomić wyobraźnię i wspomnienia, należy się dużo uśmiechać, czasami też wzruszyć,
- pod żadnym pozorem nie należy ziewać, ani tym bardziej zasypiać,
- do wieczornego pacierza dołączyć zdrowaśkę, w intencji wydania go drukiem.

Pieśń VI
1.

Święta miłości ukochanej szkoły!
Tyś dla nas wszystkich drogocennym darem!
Czują cię z rzadka dziś młode sokoły,
Lecz przede wszystkim Twoje orły stare!
Dla ciebie miłe są wszelkie mozoły
I słodkie laury pod Twoim sztandarem;
Chociaż szmat życia minie od matury,
Bliskie na zawsze sercu Twoje mury!

2.

W pierwszych miesiącach szkolnej isagogi,
Kiedy za płoty szły w ruch pierwsze koty,
Wkraczał do klasy misiowaty Jogi,
Któremu żacy wciąż robili psoty:
Kreda w kondomie, krzesło do podłogi
I tym podobne uczniowskie pustoty.
Jogi to znosił, że aż nie do wiary!
Jeśli w psich figlach nie przebrali miary.

3.

Był w takich razach nieco łatwopalny,
Niczym miś sapał i groźny się stawał;
Na co dzień jednak pogodny, jowialny,
Wycieczek szkolnych żelazna obstawa.
Dla dziewczyn znacznie bardziej liberalny,
Dobre oceny chłopcom rzadko dawał.
Stopnie wpisywał zaś do kapownika,
Co był ważniejszy nawet od dziennika.

4.

Choć miał na głowie braki owłosienia,
Spec wychowania był to fizycznego
Oraz instruktor na nartach jeżdżenia.
Lecz gdyś miał stroju brak gimnastycznego
(Wiedziały dobrze żaków pokolenia)
To pewną bombę miałeś u Łysego.
Był jednak w sumie dosyć sympatyczny -
Trener i człowiek pozytywistyczny.

5.

Pan Andrzej – inny szkolny wuefista -
Ćwiczył młódź w biegach, skokach oraz rzutach;
I bez różnicy – rzecz to oczywista -
Czy w adidasach, czy narciarskich butach
Dał z siebie wiele - jak perfekcjonista.
W tym też, że piękny pomnik swego dłuta
W osobie córy w szkolnych stawił progach
Które zyskały też w niej pedagoga.

6.

Przyszła dekada lat siedemdziesiątych,
Inną przyniosła nam nomenklaturę,
Nowe się jęło wkradać w szkolne kąty:
W Elektroniku już jęła maturę
Z coraz liczniejszych młódź zdawać klas piątych.
Szkoła w rankingach wciąż się pięła w górę,
Jak jej uczniowie – w aulach i estradach,
Różnych konkursach tudzież olimpiadach.

7.

Był doktor Krystian – przyjemny, dorzeczny,
Co uczył młodzież lamp elektronowych,
Automatykę – przedmiot wręcz konieczny,
Przy tym rachunek operatorowy,
Umiał przekazać w sposób tak skuteczny,
Że niby w masło wchodził był do głowy.
A że był przy tym szarmancki i miły,
Zwłaszcza dziewczyny głowy te - traciły.

8.

Onegdaj wzięła po Babuszce schedę
Krucha niewiasta z wejrzeniem marzącym;
Okiełznać jednak żakowską czeredę
Niełatwo było z jej głosem szemrzącym.
Jednak kupiła (choć nie stante pede)
Sposobem bycia wielce ujmującym,
Łagodnym wzrokiem i nieśmiałą miną,
Ludek żakowski, co zwał ją Tiszyną.

9.

Było Tiszyny słodką tajemnicą
Jaki wysiłek czyniła nielichy,
Przemyślne sztuczki i jeszcze bógwico,
By młódź umiała deklamować stichy,
Wypracowania pisać cyrylicą,
A ci co lepsi - wcale nie na śmichy -
By wygrywali miejskie olimpiady;
Jedna z uczennic poszła zaś w jej ślady.

10.

Spore wzmocnienie sił pedagogicznych
Stanowił Dziki – niekonwencjonalny,
Acz biegły fachman z maszyn elektrycznych;
W metodach zwykle nieprzewidywalny,
Bohater gagów i anegdot licznych.

Do bólu szczery, bezceremonialny,
Żywiołowości obraz i synonim,
Świetnie zasłużył na taki pseudonim.

11.

Właściciel mocnej inżynierskiej głowy,
Co w naszej szkole zawsze dużo znaczy,
Koneser trunków oraz mistrz szachowy,
Bez miłosierdzia ścigał wciąż palaczy;
Znany podróżnik i żeglarz jachtowy,
Być też czasami wychowawcą raczył,
Idol młodzieży, czyli w jednym słowie:
Brat łata, birbant oraz kaphornowiec.

12.

Nabytek w Baśce też zyskała szkoła:
Wzrok powłóczysty i loczek figlarny,
W dodatku była miła i wesoła;
Więc nawet ten, co nie był zbyt mocarny
I w inne klocki ledwo „trzy” mieć zdołał,
Z historii dziwnie był spektakularny;
Ujmą wszak było na męskim honorze
Mieć u niej pałę albo trzy na torze.

13.

Wkrótce kolejne nastąpiły zmiany:
Nadzwyczaj ważnym miejskim okólnikiem
Drugi budynek został szkole dany,
Który przez lata był Ekonomikiem
(a dawniej jako Stary Ratusz znany),
Wraz z nim dyrektor, zwany tam Acikiem,
Co zdyskontować pragnął koniunkturę,
Wieruś zaś odszedł na emeryturę.

14.

Elektroniczne wykładał układy,
„Słuchajcie, dziecka” - mówił gdy w humorze
Był, lecz gdy zeźlił się - nie było rady:
Heniuś kartkówkę robił – nie daj Boże! -
Którą z reguły wszystkim trzepał zady;
Na szczęście fajny bywał w zwykłej porze.
Z radiotechniki nie szkolił narybku -
Widać przy jednym w barszcz pozostał grzybku.

15.

Był też profesor z szpakowatym włosem,
Istna złota rączka i świetny radiowiec,
Harcerz sprzed wojny i choć był młokosem,
To żołnierz września i były akowiec -
Z tych właśnie racji zwany Komandosem;
Słowny, szarmancki, społecznik, wędrowiec,
Częściej niż inną nosił khaki odzież;
Młodzież doń lgnęła, bo też lubił młodzież.

16.

Wykład jej zawsze ucztą był dla ducha,
Wiesia – polskiego języka mistrzyni;

Umiała mówić, ale także słuchać
I potrafiła walnie się przyczynić,
By na czar słowa młódź nie była głucha.
Klas przy tym licznych też wychowawczyni,
Niezwykłej wiedzy, kultury, skromności,
Zbyt szybko przeszła przez progi wieczności.

17.

Młódź nawiedzały różne aberracje
Tudzież przypływy spore sił witalnych;
Dawało w skutkach to defenestracje
Krzeseł, wieszaków i szaf archiwalnych;
Lub, przeżywając pasji emanacje,
Choć niezbyt mądrych, za to niebanalnych,
Tłuc potrafili się kredą w podgrupach,
Czy w salonowca grać, aż puchła… głowa.

18.

Pierwszego maja w szkole się zjawiały
Wielkie i szczytne hasła wiekopomne,
I niecierpliwie by je nieść czekały
Flagi, szturmówki, idee niezłomne;
Szły klasy ławą - ale zezowały,
Jak być widzianym, a potem przez skromne
Zniknięcie sprawić, żeby było cacy;
W ten sposób właśnie czczono Święto Pracy.

19.

Młodzią targały także namiętności
Do gier wszelakich (zwykle hazardowych):
Brydż, chlust, cymbergaj, ruletka i kości;
Niektóre miano zyskały kultowych.
Brydż, na ten przykład, na trwałe zagościł
I się doczekał rozgrywek sportowych
(Żyrafa, która brydżystką też była
Brydżowe koło w szkole założyła).

20.

Był czyn społeczny - jak węgla wrzucanie,
I bez różnicy – słabyś czy osiłek,
Lub nieużytków gęste zadrzewianie
(Zwłaszcza z Eryką) – co było przemiłe,
Czy w pegeerze ziemniaków kopanie;
Ale że Polska miała nam róść w siłę,
A ludzie mieli wkoło żyć dostatniej,
Zwieralim dzielnie swe szeregi bratnie.

21.

Młódź też brykała często na wagary:
Wyścig Pokoju, wycieczka w Beskidy,
Impra na chacie (precz nauki koszmary!)
Lub seans w kinie i cuda-niewidy.
W cenie też były pod chmurką browary,
Zwłaszcza gdy przeszły już marcowe idy;
Gdy się kroiło „pytko” lub klasówka,
Czmychali młodzi – lecz i wieczorówka.

 

 


 

isagoga – nauka wstępna; tu w znaczeniu początków nauczania w szkole.

stante pede (łac. dosł. „na wyprostowanej nodze”) – od razu, natychmiast.

stich, stichotworienije (ros.) – wiersz.

 

 

kaphornowiec (od nazwy Przylądka Horn) – żeglarz, który opłynął ten przylądek,
co uważane jest za duży wyczyn żeglarski.

defenestracja (z łac.) – wyrzucenie kogoś lub
czegoś przez okno.

idy (z łac.) – w kalendarzu rzymskim dzień oznaczający
środek miesiąca. Idy marcowe – połowa marca; 
tu w znaczeniu przenośnym wiosna.

 

Autor: Krzysztof Woźniak
Powered by Bullraider.com