• Monika Raczyńska

  • Elżbieta Sochacka

  • Julian Szmit

  • Marian Sroczyński

  • Władysława Szymik

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 93 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! UWAGA!

Udostępniamy archiwalną

stronę absolwentów. Jest

tam dużo ciekawego materiału.

Jest dostępna pod adresem:

TUTAJ 

Facebook
Druga część opowieści o wycieczce do Kraju Rad w trakcie pamiętnych dla nas WM'74 w Niemczech traktuje o pobycie w Moskwie, zwiedzaniu i atrakcjach rosyjskiej metropolii i oczekiwaniu na następne mecze polskiej drużyny.
25 czerwca o 3.30 czasu moskiewskiego pociąg wtoczył się na dworzec w Brześciu. Tam staliśmy bardzo długo – najpierw kolejna kontrola paszportowa i celna, tym razem radziecka: papiery, deklaracje, wwóz waluty i inne dość drobiazgowe formalności. Potem – zmiana podwozi wagonów na szerokie; przy okazji posypały się żarty, w jaki to sposób szeroki rozstaw torów w ówczesnej carskiej Rosji się pojawił. Przepięto też lokomotywę – polski elektrowóz został zastąpiony zwalistym „ruskim” spalinowcem typu „Gagarin”. Wreszcie około godziny szóstej odjechaliśmy w kierunku Moskwy. Trasa była dość „nieskomplikowana”: pociąg jechał 100 km prosto - zakręt, następne 100 km prosto i tak dalej. Przejeżdżaliśmy przez Smoleńszczyznę: Smoleńsk, Witebsk, Orszę – mój Boże! – dawne tereny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od razu przypomniał mi się Sienkiewiczowski „Potop” i sylwetka chorążego orszańskiego, Andrzeja Kmicica.
Dworzec kolejowy w Orszy (fot. współczesna)
Po drodze pociąg stanął gdzieś na podrzędnej stacji – nie dlatego, że miał to w rozkładzie, lecz z powodu opuszczonego semafora. Przez okno bystre oko mogło dostrzec „dobrobyt” radziecki. Po drugiej stronie torów znajdował się sklepik wielkości naszej budki z lodami, przed którym stała długa, zakręcona kolejka zabiedzonych ludzi w walonkach, nędznie ubranych i takoż wyglądających. Twarze ich były ziemiste, zrezygnowane, smutne. Stali po chleb cegiełkowy, czyli tzw. „kirpiczi”. Stanowiło to przejmujący i przygnębiający obrazek. Kiedy indziej pociąg stanął w niemal szczerym polu. Niemal, bowiem w promieniu widoczności nie było żadnych sadyb, a mimo to przy torach stała wielce umowna stacyjka (a tak naprawdę rachityczna wiata), niczym najpodlejszy prowincjonalny przystanek PKS. Istotne wszakże nie było to, że wokół nie było żywego ducha, ale to, że obok sterczał przerdzewiały, podobnie jak i podpierające go słupki napis „Sława KPSS”.
Dworzec Białoruski (fot. współczesna)
Na moskiewski Dworzec Białoruski pociąg wjechał około wpół do ósmej wieczorem. Radziecka metropolia uosabiała zupełnie inny świat – jedynie słuszny, chętnie pokazywany „inostrancom”. Tu wszystko musiało być potężne, zwaliste, przytłaczające, niekoniecznie ładne. A więc wielkie szerokie ulice, okazałe budynki, strzeliste budowle, w istocie robiące wrażenie, chociaż bez jakiegoś konkretnego stylu. Bez konkretnego stylu? Czyżby? Przecież „urokliwy” socrealizm panoszył się na każdym kroku. Sztandarowymi (nomen omen) dziełami w tym względzie było (i jest nadal) słynnych „siedem sióstr Stalina” (m.in. Moskiewski Uniwersytet, gmach MSZ, hotel „Ukraina”, hotel „Leningradskaja”) – notabene mających jeszcze ósmą siostrę, czyli warszawski Pałac Kultury i Nauki. Na ich tle słynny moskiewski GUM (Gławnyj Uniwiersalnyj Magazin) jawił się jako istna perełka architektury.
Moskiewski Uniwersytet im. Łomonosowa (fot. współczesna)
Zakwaterowano nas – o ile dobrze pomnę – w hotelu „Turist”, który w roku 1974 bynajmniej nie wyglądał tak okazale jak dzisiaj. Mieliśmy w nim spędzić cztery następne dni. Tymczasem na mundialowej arenie trwała przerwa w występach „Orłów Górskiego”, którzy swój następny mecz mieli rozegrać dopiero 30 czerwca we Frankfurcie.
Hotel "Turist" 44 lata temu prezentował się o wiele skromniej niż na tej fotografii
W moskiewskiej części programu zaplanowano szereg atrakcji. Największą i najważniejszą z nich było, oczywiście, zwiedzanie miasta, a przynajmniej jego najciekawszych obiektów. Nietrudno się domyślić, że pierwsze miejsce na tej liście należało do Centralnego Muzeum Lenina, gdzie przed mauzoleum wodza rewolucji tradycyjnie gromadziły się kolejki, choć jakby już nie tak długie jak to drzewiej bywało.
Zwiedzaliśmy również moskiewski Kreml, który, mimo że naonczas wyglądał zdecydowanie bardziej świecko niż obecnie, robił naprawdę duże wrażenie. A więc słynna Spasskaja Basznia, Car-Puszka, wielkie działo, które nigdy nie wystrzeliło (kaliber 890!) i jeszcze potężniejszy Car-Kołokoł – największy dzwon świata (ponad 200 ton), który nigdy nie zadzwonił.
Nie mogło się też obejść bez zwiedzenia Pałacu Zjazdów (notabene koszmarnej urody), Placu Czerwonego i prawdziwej perełki rosyjskiej architektury – Cerkwi Błogosławionego Wasyla.
Pałac Zjazdów (fot. współczesna)...
...i Cerkiew Błogosławionego Wasyla (fot. współczesna)
 
 (ciąg dalszy nastąpi)
 
Zapraszam do lektury innych artykułów na tym blogu!
 
Krzysztof Woźniak Va 1975
Powered by Bullraider.com