• Ireneusz Warzecha

  • Bronisław Wieruszewski

  • Wiktor Wojciechowski

  • Leokadia Zalewska

  • Janina Żywna

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Facebook

Swoisty fenomen Technikum Energetycznego, czy też później Elektronicznego, polegał na tym, że będąc szkołą par excellence techniczną, jak choćby sama nazwa wskazuje, kształciło uczniów o jakże nietechnicznych zamiłowaniach. Tak było między innymi w przypadku szkolnego teatru...

...a właściwie nawet dwóch. Za tzw. "moich czasów" bowiem funkcjonowały dwa szkolne teatry, o dość rozbieżnych  "profilach" repertuarowych. Pierwszy z nich, proweniencji ZMS-owskiej, znany jako Teatr Faktu „Aksjomat”, którego filarami byli: Ela Wiśniewska, Ela Chadroń, Danuta Łukaszewska, Leszek Bujak, Mirek Łabuz i Jacek Tatarynowicz, preferował ambitne przedstawienia, jak na przykład „Zegarek” Jerzego Szaniawskiego, czy „Piotr” Krystyny Salaburskiej. Opiekę nad nim sprawowała Barbara Sochacka, animatorka i matka chrzestna naszego zespołu wokalnego „Trzynastka”.

Członkowie Teatru "Aksjomat" z Barbarą Sochacką (XXX-lecie szkoły, rok 1983):

I rząd - Mirosław Łabuz, Jacek Tatarynowicz

II rząd: D. Łukaszewska, E. Chadroń, D. Binkowska

III rząd: B. Sochacka, L. Bujak, J. Madej, Z. Rabsztyn

Przewodnim motywem drugiego, związanego z harcerstwem, było przybliżanie szkolnej widowni tematów mających związek z historią Bytomia. Zarówno scenariusz jak i reżyserię naszych występów opracowywaliśmy sami, a pomagali mi w tej mierze Olek Trzęsicki, Lusia Niemiec, Krysia Jakóbek, Leszek Molenda i jeszcze kilka innych osób. Jak zwykle, naszą podporą duchową pozostawała niezastąpiona prof. Teresa Pawela.

Z myślą o Krajowym Festiwalu Kultury Harcerskiej 1974 przygotowaliśmy widowisko słowno-muzyczne, poświęcone historii Bytomia, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego ducha w tym mieście i jego walki z germanizacją. Asumpt do tego dała mi niepozorna tabliczka umieszczona ongiś na murze byłego Technikum Ekonomicznego, późniejszego naszego drugiego budynku przy pl. Klasztornym, stwierdzająca, że przed laty mieścił się tu Altes Stadthaus (stary ratusz), a rada miejska obradowała nad wydaniem miasta powstańcom śląskim w 1921 roku.

Napisałem więc kilka scenek historycznych, które uzupełniliśmy odpowiednio dobranymi materiałami historycznymi, piosenkami i wierszami patriotycznymi oraz słowem wiązanym - i tak urodził się spektakl. Wykombinowaliśmy scenografię, wytrzasnęliśmy, już nawet nie wiem skąd, stroje i po paru tygodniach prób byliśmy gotowi.

Premiera odbyła się w tzw. dużej auli i została bardzo ciepło przyjęta przez widownię. Dobrze to rokowało przed eliminacjami miejskimi, które miały miejsce w Młodzieżowym Domu Kultury. Musieliśmy stawić czoła dużej konkurencji, ale mobilizacja była pełna. Nawet Leszek Molenda, który na próbach słynął z dość luzackiego podejścia do swojego „numeru”, a był nim wiersz - monolog Ślązaka-patrioty, stojącego przed słynnym pomnikiem „Germaniji” w Królewskiej Hucie, przeszedł samego siebie.

Pomnik "Germaniji "(właściwie "Germanii") w Królewskiej Hucie

Występ był utrzymany w tempie, miał odpowiedni klimat i interesującą fabułę. Scenki posiedzenia rady miejskiej odgrywaliśmy w tzw. strojach historycznych, w których było nam bardzo gorąco. Kilku rajców skłaniało się ku polskiej stronie, ale jeden był zdecydowanym germanofilem. Pamiętam, że Jurek Prostacki, który został wybrany do tej roli, a to z racji, że był wybitnie aryjskiej urody, burzył się niemożliwie, chociaż nawet niemiecki akcent wychodził mu bez zarzutu. W dalszej części programu Olek jak zwykle gra na gitarze, my śpiewamy bez fałszu, słowem wszystko idzie jak z płatka. Dojeżdżamy do puenty, którą stanowił biały wiersz o polskości Śląska, a interpretowałem go ja.

Bytomski Młodzieżowy Dom Kultury (fot. współczesna)

Wychodzę więc na scenę i rozpoczynam. Mówię płynnie, z uczuciem, jestem już w połowie, aż tu nagle... wsypa! Tracę wątek i kompletnie zapominam tekstu. W głowie pustka, patrzę bezradnie na pełną salę, kątem oka dostrzegam rosnące z przerażenia oczy stojącej za kurtyną pani Pawelowej, wbijam paznokcie w dłonie i.... zaczynam improwizować. Całe szczęście, że recytowałem dość wolno, bo klapa byłaby totalna. Zainteresowanie widowni nie słabnie, nikt się chyba nie połapał, a ja.... bodaj po dwu wersach wskakuję w tekst i doprowadzam wiersz do końca. Rzęsiste brawa przywracają mi życie, wszyscy „wracamy z dalekiej podróży” i cieszymy się niesamowicie, zwłaszcza, gdy okazuje się, że zdobywamy pierwsze miejsce i jedziemy na eliminacje wojewódzkie do Chorzowa. Tam już bez wsypy i, o dziwo! jakby pewniej, zdobywamy prawo do występu na szczeblu centralnym w Kielcach, na które niestety nie pojechaliśmy, ale już nie pamiętam z jakiego powodu.

W roku następnym wraz z bardzo sympatyczną Krysią Jakóbek z równoległej klasy „b” przygotowaliśmy inny spektakl, poświęcony ówczesnej patronce jednego z bytomskich placów - Poli Maciejowskiej. Była to młoda dziewczyna, studentka i instruktorka harcerska, uczestniczka II powstania śląskiego, aresztowana i zamordowana przez niemiecką policję w listopadzie 1920 roku.

Grób Poli Maciejowskiej

Powody zainteresowania Maciejowską były jeszcze dwa: została ujęta w sąsiedztwie późniejszego kina „Gloria”, a zatem tuż obok naszej szkoły, a umieszczona w areszcie policyjnym, który w owych czasach mieścił się przy Dyngosstrasse 35, (obecna Katowicka 35), czyli w miejscu, gdzie stoi budynek Energetyka-Elektronika.

Dawny bytomski areszt policyjny przy Dyngosstrasse 35

Zdobyliśmy trochę materiałów, odnaleźliśmy jej grób na cmentarzu przy ul. Kraszewskiego i nawiązaliśmy kontakt z przedwojennym harcmistrzem, Franciszkiem Kachlem, który wspomógł nas swoją dużą wiedzą o tamtych latach. Reszta była w głowie. Zebrałem więc to wszystko razem, napisałem scenariusz oparty na scenach dialogowych tudzież wierszach i wraz z Krysią, Grażynką Chruściel, Anką Tatarynowicz i paroma innymi osobami zainscenizowaliśmy to przedstawienie w naszej starej, poczciwej, choć małej auli.

Występ był bardzo udany, zebraliśmy gromkie brawa, dostąpiłem nawet zaszczytu wywołania (jako autor) przed kurtynę. Niestety, na dalszą pracę z przedstawieniem nie miałem czasu, bowiem za progiem czekała już matura.

Członkowie teatru harcerskiego, których zdjęcia udało się wydobyć z archiwum: Grażyna Chruściel, Krystyna Jakóbek, Łucja Niemiec, Leszek Molenda, Aleksander Trzęsicki i Krzysztof Woźniak

 
 
Zapraszam do lektury innych artykułów na tym blogu!
 
Krzysztof Woźniak Va 1975
Powered by Bullraider.com