• To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 36 gości oraz 0 użytkowników.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

internet 04Prezentowane wspomnienia zostały napisane i przesłane autorom Monografii Naszej Szkoły wydanej z okazji 50-lecia naszej szkoły, a więc 18 lat temu.

Jesienią 1957 roku kiedy byliśmy w II klasie, wpadła nam myśl, żeby kupić prof. Dobrowolskiemu (zwanym Ignac), który uczył nas języka rosyjskiego - PATEFON. Podjąłem się zbiórki pieniędzy. Uczniowie dawali od 10 groszy do 2 złotych. Zbieraliśmy po wszystkich klasach, zebraliśmy około 57 złotych. Za te pieniądze kupiłem patefon w sklepie muzycznym w Bytomiu, na pl. Kościuszki. Ignac chodził po klasach dumny z patefonu i uczył rosyjskich piosenek.

Druga historia - a było to w III klasie - to otwarcie szkolnego sklepiku.
W tym czasie byłem członkiem Samorządu Szkolnego i przyszła mi do głowy myśl, żeby otworzyć sklepik uczniowski w naszej szkole. Pomysł ten został zaakceptowany przez Samorząd i zacząłem działać, w czym pomagał mi Józef Grabowski. Pierwszymi towarami były: zeszyty, pióra, stalówki, ołówki i inne artykuły szkolne. Następnie podpisałem umowę z PSS w Bytomiu, który dostarczał nam pieczywo, w tym różne „kołoczki". Sklepik ten prowadziłem do końca III klasy. Po pewnym czasie sklepik zlikwidowano, a pieczywem i kanapkami zajął się Komitet Rodzicielski. Potem były słynne śniadania u Hankowej. Organizowałem również z Józkiem Grabowskim wieczorki taneczne w auli szkolnej, gdzie przygrywała nam „Orkiestra Wojskowa".

Jest rok 1955 - połowa września, zbiórka o godz. 8.00 na pl. Sikorskiego - był to chyba poniedziałek. Specjalnym tramwajem pojechaliśmy do Chorzowa Batorego; cel: Zajezdnia Tramwajowa. Nic dziwnego by nie było gdyby nie to, że po pierwszych zajęciach spotkaliśmy się wszyscy w świetlicy. Przyszedł dumny pan Julian Stachurski i po kolei wszystkich pytał, co dzisiaj robili. Przyszła kolej na mnie, pytanie; na jakim wydziale byłeś?
Odpowiedź: szwajsernia: dwója, pytanie; u kogo pracowałeś?
Odpowiedź: u szwajsera: dwója, pytanie; coś tam robił?
Odpowiedź: szwajsowałem dwa koncki metolu do kupy: dwója.
W ten sposób rozpocząłem zajęcia praktyczne z panem Stachurskirn w zajezdni w Chorzowie Batorym. Nie przyszło mi do głowy, że panu Stachurskiemu chodzi o to, żeby używać wyrazów polskich, a nie tych używanych przez pracowników zajezdni.

W tym czasie były stopnie: 5 - b. dobrze, 4 - dobrze, 3 - dostatecznie, 2 - niedostatecznie.
Na pocieszenie muszę zaznaczyć, że w 3 klasie warsztaty ukończyłem z 5.

Spawacz - szwajser
Spawanie - szwajsowanie
Spawalnia - szwajsernia
Kawałki metalu - koncki metolu.

Jerzy Harmak abs. IVa 1959

Komentarze obsługiwane przez CComment