• To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

  • To była szkoła, to były czasy!

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Zamawianie biuletynu

Bieżące wiadomości

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Napisał: Krzysztof Woźniak
Absolwent z roku: 1975 5a
Typ ukończonej szkoły: Technikum Elektroniczne
Inne: Autor wielu artykułów na naszej witrynie


Uczniowskie przezwiska, ksywy, określenia…


Przeglądając pokaźny wykaz pseudonimów naszych nauczycieli, doszedłem do wniosku, że jaskrawą niesprawiedliwością byłoby, gdybyśmy nie poszerzyli owego frapującego zjawiska onomastycznego o jego zwrotny aspekt. Innymi słowy wypadałoby się odkuć i napisać słów parę na temat jak, zacne skądinąd, Grono Profesorskie określało nas, brać uczniowską. Zanim przejdę do meritum sprawy, chciałbym zwrócić uwagę szanownych Czytelników na pewien specyficzny sposób postrzegania  relacji nauczyciel – uczeń.

Zapewne nikt z nas sobie nie wyobraża, aby po udzieleniu całkowicie błędnej odpowiedzi możliwy był taki oto scenariusz:
- Młody człowieku, z dużą przykrością stwierdzam, iż twoje rozumowanie wskazuje na zupełną nieznajomość tematu. W związku z tym obawiam się, że będę zmuszony wstawić ci ocenę niedostateczną. Pragnę cię jednocześnie przestrzec, iż nie wykazujesz zadowalających postępów w wykładanym przeze mnie przedmiocie, co może spowodować konieczność powtarzania przez ciebie klasy.

Już słyszę ten huraganowy śmiech! Po usłyszeniu czegoś takiego każdy z nas mocno by się uszczypnął, powątpiewając o własnych (lub też profesorskich) zdrowych zmysłach. Jakże inaczej, jakże swojsko i normalnie zabrzmiałyby w naszych uszach takie słowa:
- Czyś ty, ośle, z byka spadł? Co za farmazony mi tu wygadujesz? Z taką pustą mózgownicą tylko do łopaty się nadajesz! Pała!

Mając na względzie ów wdzięczny przykład łatwiej nam będzie przystąpić do analizy tematu.
Podobnie, jak poprzednio, pozwolę sobie wyodrębnić kilka podstawowych grup tematycznych uczniowskich epitetów:

· historyczną – wymienić tu wypada określenie o dość pejoratywnym odcieniu znaczeniowym – „sieroty po Hitlerze”,
· zoologiczną – poczesne miejsce zajmują tu poczciwe „osioł” tudzież "baran" lecz i pojawia się sympatyczny "małpiszon", czy „owłosiona małpa”,
· muzyczną – zaliczyć tu można np. „cymbała”,
· warzywną – reprezentowaną przez wiecznie żywego „głąba”,
· biblijną – tu pojawiają się tak sympatyczne określenia jak „maćki Boże” tudzież „konie Boże” (patrz „osioł”),
· rustykalną – przedstawicielem której jest niemal wymarły „łantarz”,
· diaboliczną – do której aspiruje „czort”
· narzędziową – tu prym wiedzie poręczny „młot”,
· rodzinną – wyjątkowo licznie reprezentowaną; od smutnego „sierota” poprzez ambiwalentne „szwagier”, nobliwe „ojcowie”, po pieszczotliwe „dziecka”,
- militarną  profesorka Bronisława Kopeć chętnie używała epitetu zakute pały lub zakute łby ->  pasując nas na RYCERZY.


Reasumując powyższe wywody stwierdzić należy, iż paleta przedstawionych określeń jest bardzo różnorodna. Znamionuje to rozległą wiedzę tematyczną naszych profesorów, która zresztą nigdy nie budziła wątpliwości. Uczniowskie epitety były nieodłącznym elementem naszej szkolnej rzeczywistości. Może to i dziwne, ale czasy, w których były one na porządku dziennym wydają się daleko bardziej normalne od obecnych, słynących z bezstresowego wychowania.

 Krzysztof Woźniak
Mile widziane będą uzupełnienia i ewentualne sprostowania.

:

Komentarze obsługiwane przez CComment