• Janina Markiewicz

  • Jan Nafalski

  • Kazimierz Nikodemowicz

  • Maria Paczocha

  • Maksymilian Papiorek

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 64 gości oraz 0 użytkowników.

Facebook
Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 
Kontunuacja wspomnień Grażyny Romańskiej - absolwentki (Vb 1975) i nauczycielki języka rosyjskiego w Energetyku-Elektroniku. Dziś "Caryca" opowiada o swoich dalszych doświadczeniach życiowych i zawodowych - głównie jako pedagoga i wychowawcy w naszej szkole oraz wykładowcy na śląskich uczelniach. Miłej lektury!
 
Przyjaźnie przetrwały lata. Moja klasa spotyka się co 2 lata w dużym gronie, ponad 20 osób. Spędzamy razem weekend, ale pomiędzy zjazdami, też jesteśmy w kontakcie. Kilka osób z naszej klasy już nie żyje, nie mamy informacji o niektórych. Odeszła od nas Lidka Wesołowska, Dorota Wardyn, Alojzy Malina, Bogdan Orzechowicz, Mirek Chwała i Lidka Grabowska. Do niedawna udział w naszych spotkaniach brał również Mirek Łabuz (z równoległej klasy „c”), z którym byłam zaprzyjaźniona. On również odszedł kilka lat temu.
 
Spotkanie gwiazdkowe 2005. G Romańska i M. Łabuz
 Po studiach przez rok uczyłam w szkole podstawowej, gdzie panowały takie relacje i zwyczaje, że myślałam o rezygnacji z uczenia.
Przejście do naszej szkoły nastąpiło za sprawą dyrektorów: Warzechy i Liziniewicza. Jawiła mi się ona wówczas jak sanatorium - fantastyczni uczniowie (a wtedy narzekaliśmy), niezwykłe stosunki w gronie, dyrekcja, której się „nie czuło”, rodzinna atmosfera. Absolwentów ówczesnych pamiętam do dziś, z wieloma mam kontakt i serdeczne relacje. Gdziekolwiek by się nie spotkało absolwenta, nigdy nie przejdzie on obojętnie. Syn mój kiedyś wyraził zdziwienie, bowiem zdarzały się sytuacje, kiedy absolwent udzielał pomocy w instytucji, czy np. zakładzie usługowym. Powiedziałam synowi, że wszystko co dobre, miłe i po prostu fajne w moim życiu, związane jest z naszą szkołą i on również ją wybrał, chociaż nie wywierałam nacisku.
Panta rhei, a więc i w naszej szkole następowały zmiany, niestety, na gorsze. Po odejściu dyrektora Warzechy i pani Pawelowej na emeryturę, ku naszemu żalowi, wicedyrektor Liziniewicz nie został dyrektorem naczelnym. To wielka strata dla szkoły. Jestem przekonana, że inaczej wyglądałoby wszystko pod jego kierownictwem.
Rok 1994, spotkanie harcerskie w Kokotku. Czwarta od lewej - G. Romańska

Szkoła to ogromna i ważna część mojego życia. Wbrew przewidywaniom mojej mamy i nieustannym zachęcaniem do zdobycia drugiej specjalności (co w końcu zrobiłam) do końca, czyli do odejścia na emeryturę, uczyłam języka rosyjskiego. Do szkoły zaczęli przychodzić uczniowie, którzy nigdy nie uczyli się języka, więc i sposób nauczania się zmienił. Już nie było czytania rosyjskiego „Młodego technika” i samodzielnego opracowywania artykułów, a praca u podstaw, czyli od zapoznania z cyrylicą. Nie można było stawiać takich wymagań jak wcześniej, kiedy to nasi uczniowie byli tak przygotowani, że błyszczeli na egzaminach wstępnych na uczelnię, zdając świetnie język.

Teraz pracuję na uczelniach i zdarza mi się spotykać naszych absolwentów, zarówno w roli wykładowców, jak i studentów (świetnych i wyróżniających się).

W pedagogicznym gronie...
Przez wiele dziesięcioleci szkoła wykształciła i wychowała pokolenia absolwentów, którzy są jej najlepszymi ambasadorami, którzy pozostali w naszych, nauczycielskich sercach i każde spotkanie z nimi po latach, to wielkie przeżycie, powrót do tych, odległych w czasie, ale wciąż żywych w pamięci wspólnych lat i bardzo często podziw i duma z ich osiągnięć, a także i satysfakcja z tego, że jakiś udział w tym mieliśmy.
Trudno być obojętnym wobec miejsca, w którym zostawiło się część życia. Dla mnie szkoła to nie tylko beztroska młodość, ale i całe dojrzałe życie, niezatarte wspomnienia, wspaniali przyjaciele-rówieśnicy i nauczyciele, a także absolwenci. Wielu moich znajomych wyraża zdziwienie, słysząc o tak silnych więzach zarówno z samą szkołą, jak i ludźmi z nią związanymi, bo nieczęsto się to zdarza.
Rok 2015, 40-lecie matury. Pierwsza z lewej - G. Romańska
Poza przyjaciółmi-rówieśnikami, w szkole zawiązały się nowe przyjaźnie, spośród których najbardziej cenię serdeczne relacje z niepowtarzalną Barbarą Bujoczek, niezmiennie od lat wielu pozostającą moim największym autorytetem moralnym, i inżynierem-artystką - Elżbietą Winczakiewicz. Z nimi i wieloma innymi obecnymi i byłymi już nauczycielami spotykamy się, zawsze wspominając szkołę, konkretnych uczniów, trudne i zabawne sytuacje.
Trudno byłoby mi wymienić wszystkich spośród nauczycieli i uczniów, którzy byli bardzo znaczącymi osobami w moim życiu. Uczyłam się wraz z nimi i ten kawał życia, który związałam z naszą szkołą, to piękna jego karta.
 
Spotkanie gwiazdkowe 2005. G. Romańska i A. Bogacki. W tle K. Nikodemowicz
 
redakcja: Krzysztof Woźniak
Powered by Bullraider.com