foto1
Spotkanie w Niemczech
foto1
Spotkanie w Niemczech
foto1
Wycieczka do Chin
foto1
Dubaj - Diabelski młyn
foto1
DeepSpot - Dubaj
Jako zarejestrowany na naszej stronie absolwentów, możesz tutaj założyć sobie bloga, rodzaj strony internetowej zawierającej odrębne, zazwyczaj uporządkowane chronologicznie wpisy. Zawierające osobiste przemyślenia, uwagi, spostrzeżenia, komentarze, rysunki, nagrania (audio i wideo) - przedstawiające w ten sposób światopogląd autora. Blogi mają też wiele innych zastosowań: mogą być używane jako wortale poświęcone określonej tematyce. Read More...

Zamawianie biuletynu

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

miniData: 25.02.2022, 16:57 ... Strzały i wybuchy w Kijowie ... Każdy dzień wojny rujnuje normalne życie nie tylko w Ukrainie, ale też w Rosji ... Bo nie chodzi już o Krym. Nie chodzi już o Donbas. Chodzi o Ukrainę. A w pewnym momencie chodzi o Gruzję i inne państwa, które kiedyś były częścią Związku Radzieckiego, które żyją do dziś w postaci pomników, mauzoleów i zauroczenia Władimirem Putinem. Wygląda na to, że rosyjski prezydent, który podpala Dom Porządku Świata, chce posłuchać starego Stalina mówiącego, że we własnej armii potrzeba więcej odwagi, by się wycofać niż iść naprzód.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski mobilizuje rezerwistów. Prezydent USA Joe Biden logicznie mówi o „początku inwazji” i – w konwoju z Wielką Brytanią i Unią Europejską – nakłada surowe sankcje. Są one skierowane przeciwko bankom, handlowi rosyjskimi obligacjami rządowymi oraz współpracownikom Putina i ich rodzin.

Niemcy wraz z USA blokują Nord Stream 2.

 u 01

„Model Putina rośnie” – podsumowuje Fundacja Bertelsmanna. Według własnego „Indeksu Transformacji” po raz pierwszy od 2004 roku na świecie jest więcej reżimów autokratycznych niż państw demokratycznych.

 u 02

Bajkowa lekcja historii od agresora: W swoim szalonym przemówieniu w poniedziałek prezydent Rosji Władimir Putin wyjaśnił, dlaczego uważa, że ​​Ukraina nie ma prawa do własnego państwa, zanim zaczął uznawać separatystyczne prowincje Donieck i Ługańsk i oficjalnie wysyłanych tam żołnierzy.

Historycznie Ukraina jest tylko prowincją Imperium Rosyjskiego – tłumaczył Putin przez całą godzinę. Został jedynie „sztucznie” stworzony przez komunistycznego przywódcę Lenina w 1917 roku.

 u 03

Każdej nocy nie mogę spać, gdy widzę poczynania agresora-szaleńca!

Czy grozi nam III wojna światowa? - bo bomby i rakiety spadają na miasta Ukrainy. Agresor jest szalony.

Czy świat pogromi szaleńca?

 u 04

Kiedyś czytałem na blogu Joanny Gierak-Onoszko mieszkającej wówczas w Kanadzie, wpis z 14.12.2016, która napisała:

(przepisuję to nie pytając Panią Joannę o pozwolenie - chyba mi wybaczy)

Dziewczynki, czyli opowieść z Syrii


Czasem, w chwilach wolnych od intensywnej nauki, dzieci opowiadają w klasie o swoich domach.
Jak w nich jest, co robi mama, co tata. Co ciekawego rodzice pokazują w ramach rodzinnych tradycji, co dobrego robią do jedzenia.

Wiele dzieci z tej zwykłej, publicznej podstawówki urodziło się daleko od Toronto. Opowiadają o tych domach, które pamiętają z życia sprzed Kanady. Jakie owoce rosły w ogrodzie. Jak pachniało, jak wyglądał tamten pokój.

Któregoś dnia w klasie głos zabrały dziewczynki, które jeszcze niedawno mieszkały w Syrii. Nie wszystkie mówią biegle po angielsku, choć szkoła codziennie funduje im dodatkowe, wyrównawcze zajęcia. Do domu moje dziecko przyniosło historię, w której powtarzało się: fire, bombs, no one left.

Syn, który często słyszy, jak przy kuchennym stole rozmawiamy o Syrii, wdrapał mi się na kolana:
– Mamo, to wszystko prawda. Mówiłaś, że w Syrii bywa niebezpiecznie i dzieci nie zawsze mogą się swobodnie bawić. Mówiłaś, że żołnierze mają hełmy i kamizelki, żeby się nie zranili. Ale nie mówiłaś, że dzieci też mają rany. Nie mówiłaś, że dzieci mogą nawet umrzeć od wojny. Mamo, nie wiedziałaś?
– Wiedziałam, synku.
– Nie powiedziałaś. Dziś R. i Y. o tym mówiły. Wyobrażasz sobie?

Wyobrażam to sobie każdego dnia, ale przecież mu nie powiem. Pytam więc tylko:
– Co sądzisz o tej historii?
– No, że dobrze, że to już się skończyło. Że teraz one mogą chodzić do szkoły jak wszyscy.
– Była przy tym pani?
– Tak. Nic nie mówiła, pozwalała im opowiadać.

Potem nauczycielka powiedziała mi, że dziewczynki po raz pierwszy opowiedziały publicznie o tym, co się im stało.

Dla mojego dziecka obecność i bliskość uchodźczyń z Syrii jest czymś normalnym i zwyczajnym.
Jak talerz ciepłej zupy, którą stawiam codziennie na kuchennym stole. Jak to, że przytula się płaczące niemowlę. Że mówi się dzień dobry. Że pomaga się komuś, kto wywrócił się na oblodzonym chodniku.

Każdego dnia patrzę na te dziewczynki, kiedy odbieram syna ze szkoły. Czasem wracamy razem, a jedna z nich wiesza się memu synowi na szyi. Czasem po drodze razem podskakują, bez powodu, jak to maluchy. Przekomarzają się.
Idą potem objęci.

Nie opuszcza mnie myśl, jak niewiele brakuje, by historia tej dziewczynki była losem moich dzieci. Dzieci, którym gorliwie wyparzałam smoczki od butelek i kupowałam śpioszki z organicznej bawełny. Którym odmawiam rafinowanego cukru i które wożę w holenderskich, ergonomicznych wózkach – jak najlepszych dla ich giętkiego kręgosłupa.

Nie opuszcza mnie myśl, że jej rodzice robili dokładnie tak samo. A potem zrobili, co mogli najlepszego.
Uratowali od śmierci. Jak to zrobili? Czy musieli przeżyć z nimi traumę łódki? Co po drodze zobaczyli?
Jako sąsiadka nie mam odwagi zapytać.

Musieli nauczyć się zapomnieć, co widzieli. Przystosować się do życia w nowym, nieznanym kraju.
Mam nadzieję, że po tym wszystkim dobrze myślą o ludziach. Jestem przekonana, że nie czytają gazet z Polski.

Jestem przekonana, że taka historia może się przydarzyć i nam – dlaczego mielibyśmy mieć więcej szczęścia od rodziców Y. i R.? A jeśli nie nam, to pewnie przydarzy się naszym dzieciom.
Co zrobimy, gdy w doniesieniach prasowych będzie mowa o polskich dzieciach zamkniętych bez opieki w budynku, który podpalono? I o tym, jak na ulicy słychać ich krzyki – ale dostać się do środka nie ma jak. Na razie czytamy, że dzieje się to dzieciom w Syrii. Zobaczycie, że za chwilę może dziać się to dzieciom w Polsce.

Jakie będziemy mieć prawo wymagać od innych krajów pomocy?
Na co się powołamy? Do kogo będziemy apelować – i w imię czego?
Dokąd będziemy uciekać i o co prosić?
Zapewne o to samo, czego wczoraj – i dzisiaj – odmówiliśmy Syryjczykom.

 u 05

Teraz widzimy masy ukraińskich dzieci w drodze do Polski. Czyżby Pani Joanna była prorokiem?

 u 06

Cała rodzina została na Ukrainie, a mąż zapisał się do obrony. Ona z dwójką dzieci zaczęła ucieczkę do Polski, która trwała kilkadziesiąt godzin. Jest już bezpieczna w Zakopanem.

u 07

Komentarze obsługiwane przez CComment