• Janina Markiewicz

  • Jan Nafalski

  • Kazimierz Nikodemowicz

  • Maria Paczocha

  • Maksymilian Papiorek

Energetyk-Elektronik

To była szkoła, to były czasy!

Znajdź na naszej witrynie

Gościmy

Odwiedza nas 73 gości oraz 0 użytkowników.

Facebook
 Dzisiaj trzecia pieśń poematu Krzysztofa Woźniaka, kolejne w następnych cyklach.
Barbara Zappa napisała do Krzyśka - Krótko przed jego śmiercią - takie słowa:

Krzysiu, Ty znasz moje nastawienie do Twoich wierszy ale tym razem jestem pod wrazeniem.  Czegos takiego nie da sie czytac tak sobie, z doskoku. To trzeba przezywac a dzieki tak dowcipnym i pelnym sympatii do dawnego Grona Pedagogicznego a zarazem z duza doza krytyki udalo Ci sie stworzyc obraz szkoly, w ktorej dzialo sie tak wiele dobrego, ciekawego i czasem troche buntowniczego. Co przy tylu "mlodzieniaszkach" i niewielkiej liczbie plci zenskiej bylo do przewidzenia, wszak wiek mlody to wiek buntu i ciekawosci na wszystko. Czytajac kolejne strofy mimo woli wracalam do tamtych lat i to jest wlasnie zasluga tego stylu i sposobu w jaki te wspomnienia zostaly ujete.

Zalecenia:

- przy lekturze poematu trzeba uruchomić wyobraźnię i wspomnienia, należy się dużo uśmiechać, czasami też wzruszyć,
- pod żadnym pozorem nie należy ziewać, ani tym bardziej zasypiać,
- do wieczornego pacierza dołączyć zdrowaśkę, w intencji wydania go drukiem.

Pieśń III
1.

Czym drzewiej były obiady czwartkowe
Za króla Stasia i jego fagasów,
Tym się śniadania stały „u Hankowej”
W Energetyku - za Wierusia czasów,
Gdzie Grono całe w izdebce służbowej,
Z dala od zgiełku i szkolnych hałasów,
Snuło facecje, albo wspominało
I przy tym świetnie się integrowało.

2.

Z ram szkolnych tableau najstarszych roczników
Spogląda na nas inna podobizna:
Wiele pokoleń wychował techników,
Maniusiem zwany przystojny mężczyzna;
Fachowców robił z przyszłych elektryków,
Co każdy z jego uczniów chętnie przyzna,
Choć trudno było o dobre wyniki;
Pracowni mistrz i elektrotechniki.

3.

Wielce aktywny, zwłaszcza w młodszym wieku,
Prócz swej profesji łazik zawołany,
Z młodzieżą chadzał, był jako opiekun
Wypraw wędrownych i wycieczek znany,
Posiadacz paru odznak PTTK-u.
Że w szkole piła - więc by na sprawdziany
Poznać pytania i uprzedzić ruchy,
Młódź zakładała specjalne podsłuchy.

4.

Mieliśmy także i lwowskiego piewcę,
Z tamecznej Alma Mater inżyniera,
Nie wiedzieć czemu ochrzczono go Szewcem,
Z „płynnej” wymowy znanego causeura,
Pseudofachowców głośnego prześmiewcę,
Spod znaku wolta, oma i ampera.
Wciąż na gawędy wyciągany bywał
(Choć kopcił przy tym jak lokomotywa).

5.

Jak za studenckich czasów w dawnym Lwowie,
Niejedną fimfę koszernym puszczali,
Prawił, parskając śmiechem w każdym słowie,
Gdy przed policją żwawo uciekali,
Co wyprawiali i w czynie, i w mowie,
Nim się na teren uczelni dostali.
Z klasami w góry chodził z przyjemnością,
Szewc lubił młodzież – zresztą z wzajemnością.

6.

Gdybyś chciał streścić w jednym krótkim słowie,
Wuef z rosyjskim co wspólnego mają,
Bismark ci na to pytanie odpowie,
Są jeszcze tacy, co go pamiętają;
Dał im popalić w Lermontowa mowie,
Lub za to, że źle skaczą czy biegają.
Skoczków narciarskich przedwojenny trener,
Sam kochał narty i zimowy plener.

7.

Były raz szpenie, jak wieść gminna niesie,
W dzienniku piątki co z dwój robić jęli,
Lecz Bismark stopnie pisał też w notesie,
Czego żakowie już nie przewidzieli.
Gdy wyszła na jaw prawda o ekscesie,
Dziennik w rozpaczy zniszczyć już woleli.
Ten wyskok wzburzył wielce całe Grono
I całą klasę zaraz zawieszono.

8.

Przybyła ongiś do Energetyka
Pani inżynier uczyć w szkolne niwy,
Zdobyła wkrótce przydomek „Eryka”,
Równie jak ona sama osobliwy;
Jej działem była elektrotechnika
I parę innych, gdzie w sposób gorliwy
Lawirowała w twórczej heurezie
W prądach, napięciach tudzież histerezie.

9.

Nie przyszło pewnie Eryce do głowy
Gdy zaczynała „Energetyk story”,
Że będzie jego okrętem flagowym,
Popularniejszym bodaj niż dyrektory;
Znów ją z rozwianym widzę włosem płowym
(Lewa dłoń w polu), gdy przekształca wzory;
Starała z siebie dawać co najlepsze,
Rzucając w klasie stos pereł przed wieprze.

10.

Dziarska i krzepka była to niewiasta!
A że Rubensa kształty godne były,
Gdy siadła - wzorem puszystego ciasta,
Walory owe katedrę przykryły,
Na widok czego (prześmiewcza to kasta!)
Grzeszne chichoty wśród żaków krążyły.
W latach młodzieńczych była zawodniczką
I jak wieść niesie – chwacką oszczepniczką.

11.

Że miały w szkole paru przeciwników
Raz się zebrały na placu batiary
Wyskoczył Wieruś, pyta uliczników
Kim są i jakie mają tu zamiary?
Na co się ozwał herszt awanturników:
„Czekamy kumpla – a jam jest Wilk Szary”.
„A jam Biała Koza - opuśćcie mój teren!”
odpalił Wieruś - i poszli w cholerę.

12.

Przybyło ongiś do tej zacnej sztuby
Dwóch – John i Barak wprost z kenijskiej prerii,
Mendel chłopaków z roztańczonej Kuby
I na dokładkę Sid Ahmed z Algierii.
Sam Józio Szczota wziął ich w swoje kluby
By się uczyli nie robiąc brewerii.
Prócz dobrych chęci w ruch poszły słowniki,
Wnosząc prócz nauki sporo egzotyki.

13.

Że to nie przelewki poczuły chłopaki,
Musieli niemal wyłazić ze skóry
I choć zabawne były przy tym draki,
Dotrwali dzielnie do samej matury;
A przy tym jeszcze sunąć w koperczaki
Rzadko z tej klasy zapominał który:
Dziewczynom w głowach tak pozawracali,
Że rozkwitł w szkole internacjonalizm.

14.

Jesus (już będąc na ostatnim roku),
Obierał jabłko w czas przerwy kozikiem,
Widząc to Barak zaczepiał go z boku.
Z zadziornym nie chcąc scysji Kenijczykiem,
Prosił Latynos, by mu dano spokój;
Gdy skutkowało to marnym wynikiem,
Machnął był nożem, podniósł się nad ławkę
I lekko drasnął Baraka nogawkę.

15.

Podniósł wrzask Murzyn, co słysząc Eryka
Wpadła do klasy, gdzie o straszną zbrodnię
Oskarżył Barak przed nią Kubańczyka;
Lecz, zanim umrze, okaże dowodnie,
Jaka go wielka tragedia dotyka -
I przed Eryką jął opuszczać spodnie.
Ta zaś, niemalże dostając zawału,
W panice dała nogę niepomału.

16.

Byli artyści co wszystkich przebili
Pomysłem iście hitchcockowskiej próby:
Któregoś razu koncept wysilili
Żart prokurując (stanowczo zbyt gruby)
I wirtualnie Erykę zgładzili,
Co im bynajmniej nie przysparza chluby.
Sporej afery był to szumny prolog,
Przy drzwiach świątyni gdy zawisł nekrolog.

17.

Raz żak wziął w ciemię i miał guz niemały,
W oczach mu gwiazdy nie zdążyły błysnąć,
Eryka, w której uczucia wezbrały,
Nuż guz mu głaskać i do biustu cisnąć;
A że szczególnie ów był okazały,
Żak złapać dechu nie mógł ani pisnąć.
I choć się zżymał - wszystko nadaremno;
Już tak zostało, że „miał tę przyjemność”.

18.

Nestorką grona była – traf tak sprawił -
Szlachcianka rodem aż spod Żytomierza,
Wpierw ruski sołdat domu ją pozbawił,
Lecz się poddawać wcale nie zamierza,
Nawet gdy los znów pod ścianą postawił:
Cudem nie ginie z rąk Rzeszy żołnierza
Z udziału w tajnej nauce przyczyny,
Jako magister greki i łaciny.

19.

Babcia – bo o jej mowa eksodosie -
Trafia po wojnie do Grodu Srebrnego,
Rzucić świat w todze musi i peplosie28 -
Łaciny nie chcą nigdzie ni greckiego.
Przyszło jej uczyć – o przewrotny losie!
Na poniemieckiej ziemi – rosyjskiego,
Co, łącząc etos z natury prawością,
Z podziwu godną czyni sumiennością.

20.

Z musu i żacy też się go się uczyli,
Różne więc sztuczki wiara odstawiała:
Czasem dwa razy jeden wiersz mówili,
Czasem tylnymi drzwiami dali drała;
Im się zdawało, że ją przechytrzyli,
Ona ich z błędu nie wyprowadzała.
Pomimo traumy pogodna, życzliwa,
Jak dobra Babcia - zacna i poczciwa.

21.

Był też historyk, jak Tyr jednoręki,
Co z nagła rzucał podstępne pytanie,
I po kolei „bombki” siał od ręki,
Gdy ktoś nie umiał odpowiedzieć na nie;
A do tablicy wyrywał na męki
Tyle prześmiewczo, co i niespodzianie;
I zaginając żaka na Cromwellu
Kwitował zwięzłym: „Marnyś przyjacielu…”

 

 


 

facecja (z łac.)krótkie opowiadanie o żartobliwej
treści, zakończone dowcipną puentą.

causeur (fr.) – człowiek potrafiący interesująco
i dowcipnie rozmawiać (opowiadać).

fimfa, finfa (daw. dym puszczany komuś w nos) –
złośliwy żart, kawał, afront.

heureza (z gr.) - sposób nauczania polegający na
naprowadzaniu uczniów na drogę samodzielnego
rozwiązywania zagadnień.

lewa dłoń w polu - mowa o polu magnetycznym
i regule lewej dłoni.

   
batiar (z węg) - potoczne określenie ulicznika
lwowskiego. W latach 50. i 60. XX w., z racji
licznej  grupy ekspatriantów z Kresów, było ich sporo
na ulicach Bytomia.

toga – tu: wierzchni lekki strój noszony
w starożytnym Rzymie; 

peplos – starogreckistrój kobiecy bez rękawów,
uszyty z jednego prostokątnego kawałka
tkaniny wełnianej spiętego na ramionach.

Tyr – w mitologii nordyckiej bóg wojny, prawa 
i sprawiedliwości. Nawiązanie do faktu, iż bohater
 tej strofy nie miał prawej dłoni.

 

Autor: Krzysztof Woźniak
Powered by Bullraider.com